Czwartek, 17 maja 2012

Pardon

Poppolityka. Prawdy, emocje i pogłoski

Profil użytkownika:

Gniewomir Świechowski
Gniewomir Świechowski
Członek zespołu Platformy Hostingowej salon24.pl, miłośnik Kaczmarskiego
Ilość odwiedzin: 10795
RSS

Blog użytkownika

Niedziela [ 6.04.2008, 19:52]
Jak pisze pani Elżbieta Bogucka, lewa półkula naszego mózgu zajmuje się liczbami, racjonalizacją, logiką i szczegółem. Z kolei prawa odpowiada za twórczość, metafory, analogie, wyobraźnię. Widać to wyraźnie u asymetrycznie zbudowanych publicystów, którzy obciążając nadmiernie prawą półkulę i znajdujące się u nich po tej samej stronie serce, próbują interpretować rzeczywistość na podstawie medialnych doniesień i własnej imaginacji, fakty i logiczne rozumowanie składając na ołtarzu politycznych sympatii/antypatii.

Ostatnimi czasy podniósł się krzyk o umorzenie niemal pół miliarda kary dla J&S, za brak wymaganych rezerw paliw. Prawicowi publicyści wzruszeniem ramion i pobłażliwym spojrzeniem kwitowali doniesienia, że jest to wynikiem błędów proceduralnych i formalnych podczas jej nałożenia. Oczywistym było, że powraca "rywinland". Jednak choć imię ich legion, nie trafiłem dziś na ani jeden tekst który zwrócił uwagę na ponowne nałożenie kary na J&S, w niemal identycznej wysokości. Jak pisze portal dziennik.pl:

J&S drugi raz dostało prawie pół miliarda kary

Ponad 461 milionów 695 tysięcy złotych - taką karę dostała firma J&S Energy od Agencji Rezerw Materiałowych. To niemal dokładnie tyle samo, co w październiku ubiegłego roku. Wtedy ARM nakazała J&S zapłacić za brak wymaganych rezerw paliw.

[...]

Karę anulował wicepremier Pawlak w połowie grudnia ubiegłego roku. Tłumaczył, że to przez błędy proceduralne. W lutym rzecznik prasowy ARM Piotr Kruk informował, że Agencja wszczęła nowe postępowanie w sprawie nałożenia kary pieniężnej na J&S Energy.

źródło: dziennik.pl

Drugą interesującą teorią był tzw. "Hołd Tuski", jak nazywano uległą ponoć politykę Tuska i Sikorskiego wobec kanclerz Merkel. Teoryjkę tą z resztą posunęła do absurdu Maryla, co zgrabnie wypunktował później follow. Dziś przeglądając kanały rss trafiam na informację z niemieckich mediów, cytowaną przez serwis gazeta.pl, że minister Sikorski niemal fizycznie napadł panią kanclerz, próbując nakłonić ją do złagodzenia stanowiska! Jak pisze gazeta.pl:

Media: W Bukareszcie Sikorski groził Merkel


Szef polskiej dyplomacji Radosław Sikorski miał ostro zaatakować Niemcy i Francję, a nawet grozić im podczas kolacji szefów MSZ w pierwszym dniu szczytu NATO w Bukareszcie - donosi niemiecki dziennik "Sueddeutsche Zeitung".

źródło: gazeta.pl

Wybaczcie, ale analiza sytuacji wymaga brania pod uwagę wszystkich doniesień, a nie tylko tych zgodnych z założoną tezą i co najważniejsze, odpowiedzialności za słowo wrzucane w przestrzeń publiczną. To że ostre, czarno-białe sądy lepiej się sprzedają, a sceptycyzm bliski paranoi jest często mylony z rozumem wiem od dawna. Ale czemu te sztuczki stosują ludzie, którym wdg mojej wiedzy nikt za to nie płaci?

Może problem sprowadza się do różnicy między płatnym propagandystą/PRowcem a "pożytecznym idiotą", który radośnie i za darmo go wyręcza?
7 komentarzy

Środa [ 2.04.2008, 21:15]
Uwielbiam ostrość widzenia prawicowych publicystów, mimo zdecydowanie przesuniętego spektrum odbieranych fal - w porównaniu do przeciętnego zjadacza chleba. Do takiej refleksji skłonił mnie felieton, wygłoszony przez Rafała A. Ziemkiewicza w Programie I Polskiego Radia i zamieszczony w "Gazecie Polskiej" z 2 kwietnia. Pada w nim niezbyt odkrywcza, ale dobrze sformułowana diagnoza priorytetów Donalda Tuska, którą pozwolę sobie przytoczyć poniżej w całości. Ziemkiewicz wieszcząc ostateczną polityczną śmierć Bronisława Geremka po awanturze w LiD, określa go jako jednego z ostatnich polityków, którzy mieli jakąś wizję Polski i - we własnym mniemaniu - misję do spełnienia. Tą mentalność prezentowaną przez Kaczyńskiego i Geremka konfrontuje z bezideowością Tuska. RAZ pisze:

Tusk choć metrykalnie niewiele od Kaczyńskiego młodszy, to już polityk z zupełnie innej bajki, który w swoich działaniach widzi nie misję, ale drogę do kariery, i nie zamierza przekształca rzeczywistości tak, aby pasowała do jego politycznego programu, przeciwnie, bez skrupułów i żalu zmienia swój program, jeśli tylko zauważy, że przestał on pasowa do opisywanej badaniami opinii publicznej rzeczywistości.

Mimo że bliżej mi do Platformy niż PiS, przyjmuję tą diagnozę za prawdziwą bez zmrużenia oka, jednocześnie patrząc z politowaniem na wierzących we wrodzoną dobroć Donalda Tuska, którzy stawiają się w jednym rzędzie z kapłanami geniuszu Jarosława Kaczyńskiego. Zwłaszcza, że w mojej opinii podstawowa różnica miedzy świadomymi zwolennikami PiS i PO sprowadza się do oceny tej bezideowości.

Żyjemy w epoce fachowców, a nie rewolucjonistów i proroków, wbrew pragnieniu zwolenników PiS, aby Jarosław Kaczyński okazał się być mesjaszem, wieszczącym nadejście konserwatywnej i katolickiej Polski z ich snów. Jednak pokolenie zdegenerowanych - w ich opinii - liberałów, które teraz zaczyna dominować w Polsce wybierającej Platformę i Tuska, nie chce mesjaszów i rewolucji. Boi się ich poczucia misji, gdyż często prowadzi ono do prezentowanego przez Kaczyńskiego podejścia: "Cel uświęca środki".

Szuka fachowców, nawet jeśli ich główną specjalnością ma być PR i autoreklama, które są aktualnie esencją polityki - nawet tej w wykonaniu PiS. Szuka Tusków i Sikorskich, a nie Kaczyńskich i Kurskich. Ludzi, którzy nie będą narzucać im swojej interpretacji rzeczywistości. Którzy, tak jak pisze RAZ, podążać będą nie za misją, ale za opinią ludzi, którzy ich wybrali. Nawet jeśli miało by to oznaczać dopasowywanie się ślepo do wyników sondaży.

W tejże "Gazecie Polskiej" pragnienia wyborców PO ładnie określa Paweł Paliwoda, który oburzony konsekwencjami liberalizmu pisze:

Ideologia lewicowo-liberalna głosi koncepcję prymatu wolności jednostki nad interesem zbiorowym. Kwestionuje wartości powszechne, wspólne symbole, pamięć historyczną. W ten sposób społeczeństwo przekształca się w zatomizowany konglomerat jednostek.

Tego właśnie - moim zdaniem - pragną wyborcy i ja sam. Wolności jednostki i myśli niepodporządkowanej jedynej słusznej idei, misji. Czym kończą się teoretyczne utopie w praktyce pokazał nam Nazizm i Komunizm. W demoliberalnej Europie poczucie misji nie grozi takimi konsekwencjami, ale niesmak pozostaje. Obawa przed tym, że kiedyś przypadkiem można zostać jednym z wiórów, które lecą, gdy ideowcy rąbią drwa, dopasowując rzeczywistość do własnych rojeń.
7 komentarzy

Wtorek [25.03.2008, 9:28]
Ostatnio polubiłem termin "poppolityka". Jest częścią sloganu serwisu pardon.pl, którego stronę główną okupują głównie wpadki polityków pierwszego sortu i kolejne wygłupy Wierzejskich i Biedroniów, prof. Seneszyn i Ewy Sowińskiej, Giertychów i... innych Niesiołowskich. Kuriozalnych i raczej nieszkodliwych błaznów polskiej polityki i mediów. Oznacza on - według mnie - cały ten szajs, jakim żywią się media, bazując na niezbyt wysublimowanym guście przeciętnego odbiorcy, któremu trudno sprzedać coś innego niż seks, przemoc i śmiech.

Przeglądając dziś kanały rss, trafiłem na dwa cudne poppolityczne tematy, które zrobią dziś furorę wśród internautów, telewidzów i czytelników prasy. Gej z orędzia chce odwiedzić Kaczyńskiego i leczyć go z homofobii, a nieskalana Rzecznik Praw Dziecka chce ponoć, aby seks był dozwolony od osiemnastego roku życia. Ani bredzenie Sowińskiej, ani gej, któremu nasz prezydent zafundował darmową reklamę nie interesują mnie jednak zupełnie. Faktyczna wartość obu informacji wynosi ZERO.

Sowińskiej i tak już nikt nie traktuje na poważnie zwłaszcza, że poza sławetnym kinky-winky ma już na koncie całą listę cudownych lekarstw na moralne zepsucie pospołu z wielkodusznym wybaczeniem TW Wielgusowi. W spotkanie Kaczyńskiego z uroczym małżeństwem(?!) dwóch gejów, nie uwierzyłby nawet nachlany Aleksander Filipiński.

Kiedy jednak internet będzie dusił się ze śmiechu stwierdzając, że Sowińska chce z internautów-erotomanów i piwoszy, którzy niewątpliwe musieli stracić cnotę przed pełnoletnością, zrobić kryminalistów chronionych jedynie zasadą "Lex severior retro non agit", lub wyobrażając sobie Lecha Kaczyńskiego na kawie z niewysokim, przekomicznym gejem i jego poważnie zarośniętą żoną(?!), może umknąć konsumentom mediów jeszcze jeden ciekawy nagłówek.
 
"Kasjer lewicy" zatrzymany dzięki mailom do Dochnala

"Słuchaj, bo cię złapią w końcu kiedyś" - takiego maila wysłał Peter V., zwany przez media kasjerem lewicy, lobbyście Markowi Dochnalowi. To jeden z kilkuset listów, jakie wymienili. Wszystkie ma katowicka prokuratura - ustalił dziennik.pl. To także jeden z najważniejszych dowodów przeciwko zatrzymanemu wczoraj V., który dostał zarzut prania brudnych pieniędzy i trafił do aresztu. Grozi mu dziesięć lat więzienia."

("Dziennik")
 
Jak myślicie, ilu ludzi przeczyta pierwsze dwa niusy, a ilu trzeci?
 
24 komentarze

Wtorek [11.03.2008, 22:49]
Za każdym razem, gdy myślę że Jarosław Kaczyński niczym mnie już nie zaskoczy, czytam kolejną jego wypowiedź, która wbija mnie w krzesło, bądź fotel. Dzięki nieocenionemu Wpisz trafiłem dziś na podsumowanie polskich internautów.


Osobiście nie jestem zwolennikiem zmuszania ludzi do brania udziału w wyborach ani też znacznych ułatwień jeśli chodzi o oddawanie głosu. Akt głosowania powinien być według mnie czynnością poważną, świadomą, wymagającą pewnej fatygi. Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać. Dlaczego? Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje. Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.

Basia zwróciła uwagę na techniczne problemy związane z głosowaniem przez internet, do czego odnosił się Kaczyński, jednak zupełnie pominęła kluczowe dla zrozumienia mentalności Jarosława zdanie:

Wiadomo, kto ma przewagę w Internecie i kto się nim posługuje.

Otóż ja nie wiem. Zdaję sobie sprawę, że pełno jest w nim tak zwanych dzieci neostrady - czyli dzieciaków z brzytwą w ręku - brzytwą w kształcie klawiatury. Ale kto poza nimi - nie posiadającymi prawa do głosowania 15-latkami z depresją, używa internetu? Młody człowiek, oznacza prawdopodobnie osobę między 18 a powiedzmy - 30 rokiem życia. Jest całkiem prawdopodobne, że zdarza mu się napić piwa przy komputerze, bo sam piszę ten tekst z knajpy pociągając złocisty płyn z kufla. Jako że seks jest popularnym towarem w internecie, zdarzyło mu się zapewne oglądać na komputerze treści o charakterze pornograficznym mi też.

Zadajmy obie pytanie, czy facet który lubi napić się piwa i pooglądać gołe d... jest normalny? Moim skromnym zdaniem tak. I szczerze współczuję Panu Kaczyńskiemu, jeśli obie te przyjemności są dla niego niedostępne. Próbuję jednak sobie jakoś zracjonalizować, dlaczego zamiłowanie do nagiego piękna damskiego ciała, bądź rozweselającego działania piwa, ma mnie czynić podatnym na manipulację? Normalny facet w moim rozumieniu, lubi obie rzeczy. Co najzabawniejsze, jedne z lepszych imprez przeżyłem z ludźmi, którzy mając światopogląd stricte prawicowy i będąc zwolennikami PiS(sic!), tak jak ja wysoko cenili sobie te grzeszne uciechy.

Nie chcę się wypowiadać na temat głosowania przez internet, bo zdaję sobie sprawę z problemów technicznych i niebezpieczeństw jakie to za sobą niesie, ale ciekawi mnie bardzo jakież to grupy społeczne poza wykształciuchami i internautami, są podatne na manipulację, czyli zapewne nie głosowały gremialnie na PiS. W pełni rozumiem, że Jarosław Kaczyński woli zdyscyplinowanych zelotów PiS, których stosunek do dam i życia najlepiej opisuje określenie z książki Okręt Lothara-Günthera Buchheima - ściśnięte półdupki ( zero seksualnego podtekstu, tylko kwestia postawy). Ale to nie jest norma.

Internet jako taki jest jednak KONIECZNYM źródłem informacji i wiedzy dla każdego, kto chce funkcjonować w nowoczesnym społeczeństwie i korzystają z niego ludzie normalni w moim rozumieniu. Jednak Jarosława Kaczyńskiego najwyraźniej przerażają korzystający z internetu, gdyż są z reguły zakorzenieni w 21 wieku, a nie 19. Internet to nie są tylko pornograficzne strony i pudelek, którego o ironio czytują również dla przyjemności i rozrywki ludzie inteligentni. Sieć uczy tego samego co studia umiejętności korzystania ze źródeł i poszukiwania informacji na własną rękę. Internauta, który przeżuwa tylko papkę na największych serwisach niczym się nie różni od czytelnika Super Expressu w wersji papierowej i traktowanie go jako coś specyficznego dla netu jest dowodem kompletnego oderwania od rzeczywistości.

Ogromna i cały czas rosnąca rola internetu we współczesnym świecie doprowadziła do tego, że Internauci to już nie są elity inteligencji technicznej, tylko przekrój naszego społeczeństwa. Mniej(j.w) lub tak samo podany na manipulację jak reszta.
14 komentarzy

Poniedziałek [10.03.2008, 10:53]
Jestem bombardowany tym terminem, ale wciąż nie wiem co oznacza. Nie pomogła krótka lustracja biblioteczki, słowników i encyklopedii. Zazwyczaj niezawodna Wikipedia, gdy zapytać ją o ten termin zwraca... Mirosława Orzechowskiego. Pierwsza strona w Google pełna jest Romana Giertycha. A ja pozostaję wciąż ignorantem w tej jakże ważnej kwestii. Liczę więc na pomoc internautów.

Garść przemyśleń na ten ważki temat

Fakt, że wolę dziewczynki niż chłopców, uświadomiłem sobie dosyć wcześnie. Poprzez prosty, acz niezawodny, test stricte fizycznych reakcji, o których przez przyzwoitość nie wspomnę. Zwłaszcza, że dzięki nim, uzyskałem w końcu na to przyjemny i niepodważalny dowód. Nie przypominam sobie jednak, abym był wcześniej poddawany jakiejś "heteroseksualnej propagandzie". A więc, implicite, normalnym facetem zostałem niejako z natury.

Próbuję sobie teraz wyobrazić, jak miała by wyglądać skuteczna "propaganda homoseksualna", aby zmienić fakt, że (cytując JK) "jemu coś się wnosi" akurat na widok kobiety, a nie kolegi z ławki? Owszem, konstatacja, że niektórzy żyją wbrew tej naturalnej tendencji, była dla mnie nieco szokująca, jednak równie zaskakujący okazał się być tak zwany "okres dojrzewania". Mam tylko nadzieję, że ów szok, nie stanie się powodem by posłać na stos Oscara Wilde i Safonę? Tak jak i moje zaskoczenie, nie doprowadziło jeszcze do zdelegalizowania Playboya, którego za młodu przeglądałem z wypiekami na twarzy?

Fakt, że moim polonistą (i to niezłym) był swego czasu homoseksualista, nie wpłynął na moją orientację, Tak jak i jego heteroseksualni koledzy, nie opowiadał się nam z kim spędził noc i dlaczego. Nie płakałem też po sławetnym "kompasie", który posłano na przemiał, gdzie była propozycja(jako jedna z 50) spotkania z przedstawiciel(em/ką) organizacji homoseksualistów. Spotkałem w życiu kilkoro homoseksualistów(o których wiem), a i z pewną lesbijka pijam wódkę i gadam o kobietach niemal regularnie. I wiecie co? I nic!

W mediach z kolei, bryluje Biedroń i Wierzejski, obaj siebie warci. Żyjący w specyficznej symbiozie, gdyż jeden bez drugiego zmarniałby i usechł. Obaj pociągający jak, za przeproszeniem, klozetowa spłuczka. Dwie kuriozalne postacie będące swoim odbiciem, pedał i oszołom. Utrzymujący swoistą równowagę, gdyż ludzie rozsądni trzymają się z dala od jednego i drugiego.

Na billboardach i reklamach wciąż zamiast obściskujących się facetów, kusząco roznegliżowane kobiety, więc "Dziewczęcym udkiem bronię się przed smutkiem" (Jan Izydor Sztaudynger).

Gdzie ta propaganda?

Jak zdefiniować coś czegom na oczy nie widział, a źródła dostojnie na ten temat milczą? Wybaczcie brutalną konkluzję, ale z człowieka co orientację zmienia, bo uczył go gej, zobaczył jakąś paradę, albo Biedronia w TV taki facet(kobieta) jak z koziej rzyci waltornia!
57 komentarzy

Niedziela [ 9.03.2008, 1:15]
Rybitzki w ostatnim wpisie zaprotestował naiwnie przeciwko konformizmowi swojego, a raczej naszego pokolenia, które co prawda z rzadka potrafi się pokłócić o politykę przy piwie, ale faktycznie tą sferę życia publicznego zlewa "ciepłym moczem". Niestety, nie spróbował zdiagnozować przyczyn takiego stanu rzeczy.

f47e7b690012718647d32cbc


Młodzież, nawet tak scyborgizowana jak ja, nie potrafi już postrzegać świata zero-jedynkowo. Już nie ma jasnego wroga, jakim za PRLu mogła być partia Płatnych Zdrajców Pachołków Rosji, albo źli kapitalistyczni krwiopijcy. Nie ma już czarno białej rzeczywistości idealnej dla rewolucjonistów. Żyjemy w czasach, gdy liczy się indywidualny sukces i wyrażenie własnego JA. Idea schodzi na drugi plan zwłaszcza, że w polityce jest już tylko zbędnym balastem. Ogranicza elastyczność przyszłego polityka i jego możliwości w pchaniu się do koryta. Znam to z młodzieżówki Platformy Obywatelskiej.

Z drugiej strony młodzi ludzie, którzy faktycznie posiadają siłę przebicia i inicjatywę, szybko muszą zadać sobie podstawowe pytanie: "Pchać się w bagno polityki zdominowanej przez twarze znane od lat?". Odpowiedź z reguły brzmi: "Nie!". W naszych czasach każdy człowiek obdarzony inteligencją i charyzmą może być panem swojego losu, nie musząc brudzić się w politycznym bagienku, którym społeczeństwo pogardza.

Widać tu też różnicę między różnorakimi młodzieżówkami.W platformianej już teraz wielu młodych ludzi myśli o własnym biznesie, rozwoju i budowaniu swojej przyszłości. Ideowcom z PiS wystarczy pokrzykiwanie na wiecach, happeningach i gdzie się tylko da.

Elita młodzieży zajmuje się sobą, wiedząc dobrze ile kosztuje przebijanie się przez partyjną hierarchię, walka o wyborcę... z kolegami z partii, albo też uważając - słusznie, że bardziej szanowany będzie człowiek, który zapracował na wszystko samemu, a nie dostał z partyjnego nadania za umiejętność kantowania i wazeliniarstwa.

Mamy doczynienia z podziałem na elitę która walczy na swoim wybranym niepolitycznym poletku, oraz sprytnych fascynatów władzy i owce. Ideowców możemy pominąć - kończą jak Rokita i Mężydło trafiając na drugi plan.

To czego potrzebujemy, to pokazać młodym, że polityka to nie tylko personalne rozgrywki. Jeśli kiedyś okaże sie, że fachowcy w swojej dziedzinie będą mieć szansę na przebicie do szczytów inną niż zeszmacenie się po drodze, możemy liczyć na nową elitę polityczną - młodych. Do tego czasu będziemy ogladać mordy Tusków, Kaczyńskich i Kwaśniewskich oraz ich padawanów.

Młodym zwyczajnie się nie opłaca angażować w politykę, bo marnują swoje talenty na tworzenie spisków, koterii i sojuszy, wazeliniarstwo i bieganie za miernotami.
15 komentarzy

Sobota [ 8.03.2008, 1:11]
Informacja "Dziennika", że Małgorzata Raczyńska zgarnie 430 tysięcy odprawy odchodząc z TVP wcale mnie nie zdziwiła. Półroczna odprawa, pensja w wysokości 24 tysięcy złotych pobierana przez następne pół roku, oraz wynagrodzenie za trzymiesięczny okres wypowiedzenia to i tak mniej niż się jej marzyło.

156454840028659147d1e1af

Jeśli wierzyć "Gazecie Wyborczej", to miała nadzieję na nawet czterokrotnie dłuższy 12-miesięczny okres wypowiedzenia.

Trudno ocenić ile kosztowała podatników pani Raczyńska, ale warto przypomnieć, że nie pierwszy raz wylądowała jak kot - na czterech łapach. Wg "Dziennika", swego czasu do Andrzeja Urbańskiego prezesa TVP, wpłynęła propozycja programu pod roboczą nazwą "Cudowne uzdrowienie: biegłość medycyny czy interwencje paranormalne". Złośliwi pracownicy TVP sugerowali ponoć, że pierwszy jego odcinek ma wyjaśnić chorobę pani Raczyńskiej, która rozpoczęła się tuż przed wręczeniem jej wypowiedzenia przez Wildsteina, a zakończyła z jego odejściem.

Temat poruszam zgodnie z nazwą i mottem najsłynniejszej porażki pani Raczyńskiej, czyli cyklu "Nie ma przebacz". Duża grupa pracowników TVP obawiała się podówczas, że pani Raczyńska planuje tą zasadę stosować również w polityce kadrowej, mszcząc się na nieprzychylnych jej pracownikach. A było i jest ich sporo. Jeden z pracowników TVP, na jej pożegnalny list po ostatniej decyzji Urbańskiego odpowiedział "Bardzo nam wszystkim przykro" i załączył piątkowy artykuł "Dziennika" o gigantycznej odprawie, jaką dostanie.

Współpracujący wczesniej z Salonem24, a dziś będący redaktorem TVP Kultura Artur Bazak napisał na swoim blogu o odejściu pani Małgorzaty:

Nie spotkałem na korytarzach TVP ani jednej osoby, która byłaby z tego powodu smutna. Powiedziałbym raczej, że panował szampański nastrój. Historie o Pani Raczyńskiej to codzienna pożywka anegdot, którymi sfrustrowani pracownicy "firmy" odreagowują jej "niedecyzyjność" i "brak profesjonalizmu", za które została wreszcie zwolniona. Pytanie, jakie się narzuca od razu brzmi: Dlaczego tak późno?! Nie ja w każdym razie na nie będe odpowiadał.

Już Wildstein w 2006 odmówił jej prawa do kierowania TVP
1, gdy z opóźnieniem poinformowała o kryzysie w koalicji PiS-SO-LPR, czyli odejściu A. Leppera. Później w wywiadzie dla "Newsweeka" skwitował panią Małgorzatę słowami: "Muszę opierać się na kompetentnych pracownikach. (...) Jak widać, współpracuję z nieodpowiednimi ludźmi, którzy nie dają sobie rady w trudnych sytuacjach". Jego współpracownicy też mieli marne zdanie o pani Raczyńskiej, jeden z nich wyjaśnił GW prawdziwe powody zwolnienia: "za brak koncepcji programowej, za skłócenie zespołu, za blokowanie decyzji, za mizerne wyniki oglądalności 'Nie ma przebacz'".

Niestety, ostateczne usunięcie pani Raczyńskiej za Wildsteina się nie udało, gdyż jak sugerowała trybunka ludu, pani Raczyńska najwyraźniej "prostu ch... się czuła". Czuła się tak przez pięć miesięcy przebywania na L$, znaczy się L4. Parafrazując: "[...] i kto za to płacił? - pan płacił, pani płaciło, my płaciliśmy. społeczeństwo płaciło!" Jako że nie powinno się życzyć nikomu źle, to cieszyłem się bardzo z nagłego ozdrowienia pani Raczyńskiej, które nastąpiło z momentem odwołania Bronisława Wildsteina.


afbc0ee8001eb34547d1e1da

Powrót pani Raczyńskiej ze zwolnienia miał też inny aspekt. Jak podawał we wrześniu 2006 portal gazeta.pl: "Politycy PiS mówili, że Raczyńska lepiej niż Wildstein rozumie ich "potrzeby informacyjne"". Dziwne to nie jest, zwłaszcza ze pani Raczyńska nie ukrywała swojej wieloletniej przyjaźni z rodziną Kaczyńskich. To Jarosław Kaczyński zastrzegł sobie nominację dla Raczyńskiej, jako warunek zaakceptowania kandydatury Wildsteina na stanowisko prezesa TVP, a potem zarzuty w sprawie zwolnienia nazwał "całkowicie bezpodstawnymi".

Teraz jednak zostaje pytanie, dlaczego lansowana tak mocno Raczyńska, została zwolniona przez Urbańskiego, mimo że oboje są protegowanymi Jarosława Kaczyńskiego? Dotąd sądziłem, że jest to wynik paniki Urbańskiego, który nawet kosztem zadarcia ze swym mentorem chce utrzymać się na stołku. Odbierałem ruchy takie jak wyrzuceniem Raczyńskiej i opłacenie Lisa za jasny sygnał w kierunku PO: "służę aktualnej władzy". Jednak sprawa okazała się być bardziej skomplikowana, bo cytowany przez "Dziennik" menedżer TVP twierdzi: "To kolejny ruch, który ma pozwolić prezesowi i PiS utrzymać się dłużej na Woronicza. Raczyńska była przecież jednym z argumentów PO na dowód, że w telewizji dzieje się źle". Gazeta skomentowała tę wypowiedź następująco:

Według naszych informacji jej dymisja nie była niespodzianką dla polityków PiS, w tym Jarosława Kaczyńskiego. Prezes PiS zresztą w wywiadach otwarcie mówił o tym, że dał prezesowi Urbańskiemu i Sławomirowi Siwkowi carte blanche, aby tylko zachowali TVP w rękach PiS.
15 komentarzy

Czwartek [ 6.03.2008, 22:29]
Znęcałem się ostatnio nad Kwaśniewskim, któremu nie mogę wybaczyć "Sztandaru Młodych", dziwnego ułaskawienia i podejrzanego majątku równie mocno co pijaństwa nad grobami polskich żołnierzy.

Dostało się również Tuskowi, za dwa lata zachowywania się jak zgwałcona pensjonarka, oraz obietnice "cudów" w które nie wierzyli, ani wyborcy, ani przeciwnicy PO.

Przyszła kolej na dwójkę aroganckich braci, którzy byli błednie przekonani, że ich prywatna wojna z przeszłością i polityka interesuje Polaków bardziej niż codzienne problemy. Po dwóch latach histerycznych wrzasków i konsolidowania elektoratu okazało się, że wykorzystywanie resentymentów 30% społeczeństwa skutecznie zmotywowało również pozostałe 70%, albo przynajmniej tą część, która wolała iść na wybory niż na piwo. Wniosek?

Mniej krzyczeć, więcej robić. Medialny szum może wyborcę zmęczyć.


Ad rem

Aby dowcip stał się zrozumiały dla tych, którzy nie widzieli komedii "Święci z Bostonu" wyjaśnię, że w filmie do którego się odnoszę w graficzce dwaj bracia zaczynają walkę ze złem łamiąc prawo i wszelkie zasady, przy pomocy homoseksualnego agenta FBI i mafioso-nieudacznika. (wszelkie skojarzenia z "fachowcami" pokroju Fotygi bardzo na miejscu)

teamwork-motivational-4rpsa.jpg
15 komentarzy

Czwartek [ 6.03.2008, 18:16]
W kontekście "cudów" i "drugiej irlandii" przerobiłem "nieco" znalezioną w internecie grafikę z Gandalfem.

Przedstawiam Donalda "szaroburego" cudotwórcę.


multi-class-tusku2web440.jpg
19 komentarzy

Środa [ 5.03.2008, 23:53]
Za każdym razem gdy się nudzę, a nasi "wspaniali" przedstawiciele nie dostarczają mi weny twórczej dostaje się pewnej obleśnej personie.

Przedstawiam Olka "K... mać" moczymordę.

LIDmoje.jpg
37 komentarzy
« Następne Oglądasz 1–10 z 13

Ostatnie komentarze

Skomentowane: 08:58 24.11.2008

"Minister Tuska nawalony jak Messerschmitt"

© Pardon 2006-2012. Wszelkie prawa zastrzeżone. Wszystkie tagi | Kontakt | Reklama
Korzystanie z serwisu oznacza akceptację Regulaminu. | FAQ

używane auta, nieruchomości ogłoszenia, RTV - telewizory, kamery wideo, AGD - zmywarki, kuchenki, pralki,
aparaty fotograficzne i cyfrowe, notebooki, laptopy, biustonosze, perfumy, buty damskie, bielizna damska